Kiedy zobaczyłem na ekranie mojego wysłużonego telewizora reklamę „Gier Strategicznych w Śródziemiu” wgięło mnie w fotel, rozdziawiłem wrota do mego układu pokarmowego i zastygłszy w bezruchu, nie mogłem wyjść z szoku. Logo Games Workshop, tak dobrze znane wszystkim chyba erpegowcom, po raz pierwszy w swym życiu mogłem zobaczyć w polskiej telewizji.

Wystarczyło. Zawsze marzyłem o tym, aby wejść w posiadania, kilku, choćby plastikowych figurek i móc je pomalować. Niestety ze względu na niezasobność mojego portfela, zakup taki byłby szaleństwem. I nagle pojawia się okazja – 12 gobosów, 4 farbki, pędzelek (kostki już nie liczę, bo k6 nigdy mi nie brakowało) i to wszystko za dychę. Uznałem, że towar godny jest swej ceny i szybciutko nabyłem, wiedząc, że nic mnie nie może rozczarować, a ewentualne bonusy, będą miłą niespodzianką.

Całe wydawnictwo, prócz wspomnianego zestawu akcesoriów składa się jeszcze kolorowej dwudziesto cztero stronicowej broszury, plakatu a także arkusza z dwunastoma papierowymi postaciami (namiastkami figurek, dzięki którym, możemy rozgrywać scenariusze, bez konieczności czekania, na kolejne części zestawu). Do tego jest jeszcze ankieta, oraz wkładka reklamująca zalety prenumeraty.

Figurki są ładne, dosyć wyraźne, i choć podobne, to jednak nie ma dwóch takich samych (różnią się ustawieniem głowy, rąk, nóg, a także elementami zbroi). Farbki w czterech kolorach: czarnym, zielonym, brązowym i srebrnym.

Przyznam się, że broszurka mnie nieco zawiodła. Wydana, oczywiście pierwsza klasa, na dobrym papierze, lecz treści mieści w sobie niewiele. Spodziewałem się, troszkę większej części poświęconej zasadom gry – prawie ich nie ma. W scenariuszu, ani w całym tekście nie znajdziemy nawet namiastki współczynnika, owszem jest napisane, ile trzeba wyrzucić by goblin trafił i jak bronić się przed obrażeniami, lecz na tym koniec. Po trochu rozumiem wydawcę, że nie chce zrażać potencjalnego amatora gry tabelami i dziwnymi oznaczeniami, ale zabieg ten sprawia, że mimo, iż na zdjęciach widzimy w przewadze nastolatków, ma się wrażenie, że gra ta jest dla dzieci.

Na plus zaliczyć można podręcznik malowania, który, choć w żółwim tempie, to jednak sensownie i składnie wprowadza w tajniki malowania. Reszta treści to zasadniczo spam okraszony soczystymi zdjęciami – czyli wszystkim co potrzebne, żeby owładnąć wyobraźnią czytelnika i sprawić, aby ten złapał się na kolekcjonerski haczyk.

Myślę, że gdyby nie cena następnych zestawów, z chęcią sam dałbym się złapać, ale niestety – 25 zł zdecydowanie mnie odstraszyło (czyli 50 zł miesięcznie, bo wydawnictwo ma cykl dwutygodniowy). 150% przebicie jest dla mnie nie do zniesienia, tym bardziej, że zaspokoiłem swój głód figurek i do szczęścia brakuje mi tylko białego podkładu. Pomysł na promocję uważam za bardzo udany, lecz zdecydowanie nie podoba mi się właściwa cena produktu. Jestem przekonany, że być może zestaw pierwszy przyciągnie do battlowego hobby nowe rzesze fanów gier, ja sam zauważyłem, że malowanie figurek to zajęcie przyjemne, i nawet samo nałożenie podkładu (a potem podziwianie efektu), komuś, kto tego w życiu nie robił sprawia wielką radość i przełamuje barierę niewiedzy. Teraz jestem w stanie wydać jakieś pieniądze na Full Thrusta (żeby się farbki nie zmarnowały) i z chęcią zaglądam na strony poświęcona malowaniu, (ze smutkiem konstatując, że polskich jest niewiele i często brakuje na nich zdjęć np. całego procesu cieniowania i rozjaśniania).

Malowanie figurek to fajna sprawa, gry bitewne pewnie też, w każdym razie ja bawiłem się zestawem przednio, a figurki oraz ich papierowe formy zastępcze na pewno wykorzystam na sesjach RPG. Dziwi mnie tylko jedno, dlaczego jakoś wcześniej, żadne pismo, nie wydało na pomysł, aby dołączać do nich takie arkusze do wycinania, które oczywiście genialnie ubarwiały by sesję.
This entry was posted on 11:23 and is filed under , , , , . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

0 komentarze: